Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

O mnie

IMG_0874

Dzień dobry, cześć i czołem. Pytacie skąd się wziąłem? Jestem wesoły Romek…
Tak, tak lubię niestety polskie stare filmy a zwłaszcza komedie. Bareizmy wiecznie żywe. Mówi wam to coś?
No dobrze. To może na początek kilka słów o sobie. Urodziłem się w połowie dekady „gierkowskiej”. Dokładnie to w pierwszej połowie… w 1974 roku. Wydarłem się dokładnie na koniec pierwszej lekcji… (przynajmniej według moich standardów szkolnych) czyli o 8:45 rano, dnia 5 stycznia. Od niedawna mogę balować w urodziny do woli bo zawsze mam po urodzinach wolne. Dzieciństwo spędzałem w wehikule czasu (mieszkanie babci i dziadka) lub na Stegnach. Blokowisko i szkoła tysiąclatka to moje getto 😉 Miło wspominam te czasy.
Po tysiąclatce przyszedł czas na technikum mechaniczne, które skończyłem z lekkim poślizgiem po siedmiu latach, ale za to z dobrymi wynikami. Następnie podjąłem studia na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej. Już po dziesięciu latach wydział ten ukończyłem z wynikiem lepszym niż dobry. Na tak długi okres studiowania złożyło się wiele czynników. Między innymi to, że zachciało mi się na trzecim roku projektowania na własną rękę. Miałoby to sens gdybym umiał to pogodzić z nauką. Nie umiałem. Studia na tym ucierpiały. Całe szczęście dzięki pomocy dobrych ludzi i samozaparciu 11 października 2006 roku zostałem magistrem inżynierem architektem. I bardzo się z tego powodu cieszę. Ubolewam tylko nad tym, że nie jestem w stanie zająć się projektowaniem na 100%. Ale… motoryzacja jakoś mnie nie płoszy więc częściej ludzie mnie kojarzą z TVN Turbo i prasy lub portali motoryzacyjnych niż z Architektura Murator 😉 Nie zmienia to faktu, że co i raz coś rysuję a nawet realizuję.
Od najmłodszych lat moją pasją jest lotnictwo. Mam to chyba po ojcu. Tak czy inaczej jeśli coś warczy na niebie to na pewno podniosę głowę. Skończyłem technikum w klasie o profilu lotniczym, ale dopiero w 2012 roku dane mi było pracować przy samolotach. Od razu rzuciłem się na głęboką wodę i rozpocząłem pracę w firmie Linetech. Przez dwa lata pomagałem jak mogłem, głównie przy obsłudze samolotów Boeing 737 linii Enter Air. To była chyba najlepsza robota jaką w życiu wykonywałem. Jednak życie pisze swoje scenariusze i już samolotów nie obsługuję. Ale kto wie…..
Pierwsze maszyny jakie naprawiałem to były rowery. Czasy były ciężkie ( osiemnaście filmów o tym zrobiłem) rower miałem jaki miałem a mój ojciec wybrał wolność 😉 Musiałem sam sobie radzić z obsługą roweru jeśli chciałem na nim jeździć. Później zaczęły się przeróbki. Mniejsze koło z przodu, większe z tyłu, lub odwrotnie 😉 Jeśli nie jeździłem na rowerze to sklejałem modele samolotów, słuchając radiowej Trójki. Szkoła? Szkoła była na ostatnim miejscu jeśli chodzi o zainteresowania. Próbowałem swoich sił, grając w klubie tenisowym Warszawianka. Pod koniec szkoły podstawowej trenowałem szermierkę…. Prawie dwa lata. Po rozpoczęciu nauki w technikum moje marzenia o własnym pojeździe napędzanym silnikiem spalinowym zaczęły się krystalizować. Po ukończeniu 17 lat rozpocząłem kurs prawa jazdy. Egzamin zdałem za drugim razem. Kiedyś opiszę jak to było. Niestety musiałem się zadowolić kategorią B. Na A musiałem poczekać…. Mama mi nie pozwoliła wcześniej… 😉
Pierwsza moja fura to oczywiście Maluch. Później Maluch i Maluch, Fiat 125p, Tarpan 237D, Maluch, Tarpan 237D, Maluch, Skoda Felicia, Skoda Octavia, Daewoo Tico, Skoda Octavia, Reanult Clio, Alfa Romeo 156 ( dwie sztuki), Opel Frontera, Nissan Navara, Volvo S60, Honda Legend KA9, Skoda Superb, Renault Modus, Honda Jazz, Skoda Citigo…. No trochę tego było. Nie liczę aut będących dosyć często używanych przeze mnie, ale nie należących do mnie. Historię każdego z osobna opiszę za jakiś czas. Najważniejsze, że na tych brykach mozolnie uczyłem się „kręcenia śrubek”. Za czasów technikum pracowałem kilka lat jako mechanik przy samochodach. Nie była to moja pierwsza praca. Zaczynałem na budowie. Miałem 14 lat i nadeszły ferie zimowe. Starszy brat mojego kumpla zainicjował akcję pod kryptonimem „Chłopak do łopaty”. Pierwsze zarobione pieniądze były cudowne.
Mając 19 lat podjąłem wyzwanie zbudowania domu na działce. Była to moja pierwsza realizacja. Myślę, że to dzięki tej budowie dostałem 95 pkt. Na 100pkt. możliwych podczas rozmowy kwalifikacyjnej, będącej ostatnim etapem egzaminu na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej. Dom stoi do dziś i mam do niego wielki sentyment.
Generalnie nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych do zrobienia. Chcesz zbudować wahadłowiec kosmiczny? Nie widzę przeszkód. Zróbmy to! Własne projekty lubię sam realizować. Wiem jak chcę żeby to było zrobione. Nie ważne czy budujemy samochód czy dom. Zawsze jednak musi być porządek na „palcu boju”. Brodzenie w częściach i narzędziach to nie dla mnie. Oczywiście wszystko musi być tip top a nie byle jak. To mnie często gubi, bo nie jestem zadowolony z dzieła. Wiem gdzie są niedociągnięcia i wiem, że można to zrobić jeszcze raz i lepiej. Ta obsesyjna dokładność była moją wielką zaletą podczas pracy przy samolotach. Teraz możecie zrozumieć dlaczego tak lubiłem tę pracę. To tak jakby dzieciakowi płacić za grę na Playstation
Myślę, że jak na kilka słów o sobie na początek to i tak za dużo napisałem. Z moich wpisów dowiecie się więcej i o mnie i o mojej pracy lub pasjach.