Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Best job ever.

Czy macie pracę marzeń? Co chcielibyście robić w życiu? A może jeszcze nie wiecie? Ja wiem… Ale dowiedziałem się o tym dość późno. Będąc małym chłopcem chciałem być Jankiem Kosem, Hansem Klossem, kowbojem, pilotem, kierowcą rajdowym… Kim ja nie chciałem być? Ale później zacząłem podchodzić do życiowych wyborów bardziej racjonalnie. Dlatego poszedłem do technikum. To Były ciężkie dla mnie czasy. Ponieważ nie miałem pełnej ostrości wzroku trafiłem do klasy o profilu obróbka skrawaniem. Nie dość, że profil słaby, to jeszcze załoga kijowa. Miałem w klasie kilku zuchów, którzy byli elementem bandycko chuligańskim. Całe szczęście przy okazji robienia badań przed kurnem na prawo jazdy okazało się, że mam pełną ostrość wzroku. Jeszcze tego samego dnia złożyłem podanie do dyrektora o przeniesienie do klasy o profilu budowa płatowców. To był akurat początek czwartek klasy i taka zmiana był możliwa. Nie powiem żebym był pilnym uczniem, a na dodatek walczyłem z systemem. Oczywiście system mnie zmielił i zamiast pięciu lat, spędziłem w technikum siedem lat. Całe szczęście dyplom po tytułem „Systemy oświetlenia pasów startowych” obroniłem z moim kumplem na 5, a na maturze miałem same czwórki. Brawo ja!

Wentylator silnika CFM. Te łopaty trzeba co jakiś czasy wyjąć, umyć i przesmarować smarem z dużą ilością dwusiarczku molibdenu. Upierdliwa robota 😉

POdniesione rewersy i wyjęty silnik.

A tu silnik w całej okazałości. Z lewej strony jest przód 😉 Dobrze widać starter, skrzynkę napędów, generator i kilka innych drobiazgów. Wszystko jak na dłoni.

A tu wyjmowane są łopatki wentylatora. Każda ma swój numer i nie można ich włożyć w dowolne zamki. Chodzi o wyważenie.

Później poszedłem na architekturę, ale to zupełnie inna historia. W międzyczasie pracowałem w różnych miejscach. Kilka lat po skończeniu studiów spotkałem się z Piotrkiem. Piotrek w technikum nie był moim bliskim kumplem. Założył jakąś kapelę… Nie moja bajka. Po latach okazało się, że poszedł pracować jako mechanik lotniczy. On? Piotrek? No dobra niech będzie. Do pracy podszedł poważnie i kiedy się spotkaliśmy już miał niezłe papiery. Bo w lotnictwie nie ma tak lekko. Trzeba mieć licencję. Piotrek je miał (jest ich kilka, można powiedzieć, że są to kolejne stopnie wtajemniczenia) i miał też przeszkolenie na różne typy samolotów. No pan mechanik lotniczy pełną gębą. I tak przy piwku zgadaliśmy się, że jak będzie jakaś prosta robota na samolocie, to żeby dał znać. No i dał… W ten sposób zacząłem pracować przy samolotach.

Ptak z lotu ptaka. Podczas obsługi steru kierunku zrobiłem zdjęcie skrzydła z częściowo zdemontowanymi klapami.

Jedna z klap podczas obsługi.

APU Auxilary Power Unit, czyli mała elektrownia i sprężarka 😉

Zaczęło się jak zwykle… Cargo compartment, czyli sprzątanie bagażników. Bardzo pouczająca praca. Kiedy w sezonie letnim wygarniasz z bagażnika dwa worki pełne resztek walizek, to szybko się uczysz jakich walizek nie kupować 🙂 Później poszło z górki. Obsługa paczek, czyli klimatyzacji. Filtry w układzie hydraulicznym, smarowanie łopat wentylatorów w silnikach… Z szybkich przeglądów wykonywanych na płycie lotniska Chopina płynnie przeszedłem na przeglądy w bazie technicznej Linetech w Pyrzowicach. Zaczął się sezon zimowy i proste A-checki przerodziły się w ciężką obsługę hangarową. Zmienił się też tryb mojej pracy. Dwa tygodnie spędzałem w Pyrzowicach, a dwa tygodnie miałem wolne. Ku mojej uciesze zostałem przydzielony do pracy w nocy. Szczerze mówiąc bardzo mi to odpowiadało. Pracowałem od 19 do 7 rano. Po pracy jadłem śniadanie i szedłem spać. Wstawałem chwilę po 15 i jechałem do Tarnowskich Gór do Aqua Parku. Tam miałem godzinę na pływanie i relaks. W drodze powrotnej zjadałem obiad, później był czas wolny i o 19 do hangaru. Dla mnie bomba.

Krugery, sloty między silnikiem a kadłubem.

Praca była coraz ciekawsza. Pojawiła się obsługa elementów sterowania, wymiana elementów podwozia i całych goleni, wymiana zespołów hamulcowych i walka we wnętrzu. Oj tu bywa ciężko, zwłaszcza jeśli samolot ma już swoje lata. Kilka razy musiałem rozłożyć i złożyć kokpit czyli kabinę pilotów. Nieprzyjemna była praca przy… kiblach. Zwłaszcza na „classicach” czyli najstarszych 737. Oszczędzę wam szczegółów… No ale ktoś to musi robić.

Lekko rozmontowany kokpit.

Bywały też zadania lekko mrożące krew w żyłach. Kiedy pierwszy raz obsługiwałem ster kierunku i w dyndającym koszu podnośnika unosiłem się w kierunku dach hangaru… Powiem wam, że czułem lekki niepokój. Przeszło mi kiedy sprawdziłem, że podnośnik waży 7 ton. Ale bujało i tak znacznie. Trzeba też było bardzo uważać przy napełnianiu instalacji tlenowej. Zabawa z czystym tlenem… Nie ma żartów.

Dlaczego tak bardzo lubiłem tę pracę? Bo tu nie ma granicy jeśli chodzi o rozwój. Poza tym mój perfekcjonizm w tym przypadku nikogo nie irytował i był zaletą. Bardzo mnie cieszyło, że zdobyłem zaufanie bezpośrednich przełożonych. Bardzo mnie zmartwiło, że musiałem tę robotę porzucić.

Czy chciałbym znowu pracować przy samolotach? No pewnie! I wiecie co? Trzymajcie kciuki, bo może niedługo się uda wrócić do najlepszej roboty w życiu. Postaram się przygotować kolejne wpisy dotyczące pracy przy samolotach. Stay tuned.

Please like & share:

2 komentarze

    • Konrad, 17 czerwca 2017, 00:25

    Odpowiedz

    Praca wydaje się być super, ale niestety nie poszedłem do technikum, więc mechanikiem z krwi i kości nie mogę się tatuować i przez to chyba nie mam na takową szans 🙁 Gdyby tylko zainteresowania mogły wypisywać dyplomy 😉

    Swoją drogą bardzo mnie ciekawi jak dokładnie wygląda proces „wtajemniczenia” i zdawania kolejnych egzaminów. Kto decyduje o tym, kiedy jesteś gotów na kolejny stopień?

    1. Odpowiedz

      Ukończone technikum nie jest warunkiem koniecznym, ale pomaga. Proces wtajemniczenia wygląda tak, że trzeba odbyć kolejne kursy i przystąpić do egzaminów.
      Tu znajdziesz więcej szczegółów.
      http://www.royalstaraero.pl/smechanikow

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.