Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Czy Rockproof jest sandproof?

-A może być chciał pojeździć naszym Hilem w terenie?

Chorego pytasz? Jasne! Nokianowego Hila widziałem w zeszłym roku w sierpniu i zapowiadał się obiecująco. Lekko doposażony w graty z Arctic Trucks… Coś tam dłubnięty i co najważniejsze obuty w nowiutkie opony Nokian Rockproof. W chłodny, słoneczny, sobotni poranek podjechałem do serwisu oponiarskiego Vianor przy ulicy Lucerny w Wawrze. Hil stał gotowy do zabaw. Szybka przesiadka i jedziemy ku przygodzie.

Dokąd można pojechać z Wawra? Oczywiście na poligon… To znaczy tak słyszałem 😉 Kiedyś po poligonie w Sulejówku ganiałem wesoło swoją Navarą, ale nie pamiętałem którędy tam wjechałem. Ponieważ od tego czasu minęło trochę czasu, a ja się nasłuchałem o pościgach w wykonaniu żandarmerii wojskowej… Poprosiłem o pomoc dobrą duszyczkę, która kilka dni wcześniej upalała tam terenówkę. Dostałem elegancki opis i tajne instrukcje… Niestety okazało się, że wywiad wroga nie śpi i w Okuniewie prowadzona jest przebudowa drogi… No i cały misterny plan… No bo tylko jeden pas i to tylko w jednym kierunku. Jak pech, to pech, ale nie można się poddawać. Wskoczyłem na leśną drogę na rympał. Pan w koparko spycharce ustąpił mi miejsca i już podążałem w nieznane. Nieznane zakończyło się po kilkuset metrach. Po prawej stronie zobaczyłem niczym nie zastawiony wjazd. Jak to się mówi? Więcej szczęścia niż rozumu?

No to dzida! Jadę sobie twardym szutrem, pod którym miejscami jest bruk i dojeżdżam do piaskownicy. Gęba się cieszy, redukcja i wbijam w piach… I coś mi słabo idzie. Bardzo słabo. Dopada mnie zwątpienie i myślę sobie, że może ciśnienie w kiszkach za wysokie? Może bieżnik zbyt agresywny? Kiedy to ja w takim piachu się grzebałem? Po kilku rundach wokół kęp drzew mój wzrok pada na dźwignię przełączania napędu. Ty baranie!!! Przecież trzeba dopiąć przód! Poczułem jak wyrastają mi blond włosy.

Ale to był pierwszy test opon. Hilux z tylnem napędem przejechał kilkaset metrów w kopnym piachu i nie poddał się. Opony się nie poddały. Przyznam, że byłem pod wrażeniem. No ledwo jechał, ale jechał… Skubany. Przesunąłem więc wajchę na 4H i olej napędowy polał się szerokim strumieniem do cylindrów. Próbowałem też na 4L czyli z reduktorem, ale to było kompletnie bez sensu. Auto po dołączeniu przodu zaczęło jechać. Co było robić? Grzać przed siebie. Przez chwilę pogrzałem, ale pomyślałem sobie, że zrobię zdjęcia, bo później różnie może być. Zrobiłem więc kilka pięknych zdjęć, które możecie tu podziwiać, wysłałem w świat wiadomość, że nie ma mnie do odwołania i pognałem przed siebie.

Pogoda była piękna, auto jechało jak złoto, a mnie dopadła myślówka. Zacząłem się zastanawiać czego mi brakuje… Kubła i szelek. Mógłbym wtedy lecieć ogniem. Może to i lepiej, że miałem do dyspozycji seryjne fotele i pasy? Zdając sobie sprawę z tego, że jestem sam… nie przeginałem. Jechałem przed siebie. Kilka razy odpuściłem i zawróciłem. Przede mną było nierozpoznane błoto, a mnie nie uśmiechało się wracać z… cholera wie skąd na piechotę. Stara zasada offroadu mówi, że im bardziej zmotane auto i im więcej szpeju na pace tym dalej trzeba dymać po traktor. Jechałem sobie więc tempem patrolowym, podziwiałem przyrodę, płoszyłem sarny… Po prostu wyższa forma relaksu. Hil na Rockproofach grzał po piachu jak natchniony. Opony okazały się zarówno Rockproof jak i Sandproof. Zapytacie skąd nazwa Rockproof? Ta opona ma szerokie zastosowania. Można jej używać na placach budów, w kopalniach, kamieniołomach, ale też założyć na SUVa, lub pickupa i cieszyć się z jej właściwości. Jej ogromną zaletą jest jest odporna na uszkodzenia konstrukcja i boki opony z domieszką włókien aramidowych. Żeby tę oponę przeciąć trzeba się bardzo postarać. Po prostu Rockproof.

Niestety nadszedł przykry moment, w którym na konsoli centralne wyświetlił się zasięg 50km i trzeba było się zastanowić nad powrotem. Zwłaszcza, że średnie zużycie paliwa oscylowało w okolicach 13l/100km… A może i więcej? Chłopaki… następnym razem zatankujcie do pełna 😉 Bardzo ładnie proszę.

Ehhh. Ruszyłem w drogę powrotną i już zacząłem myśleć o dwóch rzeczach. Pierwsza, to oczywiście powrót tym autem w to miejsce, ale z obstawą. Jednak jak ma się drugą furę, to można czasem podjąć ryzyko przejechania w miejscach, które nie wyglądają na przejezdne. Druga, a gdyby tak kupić jakieś auto w patyki? Może Jimny? Milcz głowo! Milcz! Wiesz jak to się kończy! Będzie wór bez dna.

Wpadłem też na doskonały pomysł. Przecież nie tak dawno jeździłem Raptorem… A może by nim tu przyjechać? Hmmm. Chłopaki, co o tym myślicie? Ja myślę, że to świetny pomysł. Te V8 o pojemności ponad sześciu litrów świetnie by się tu odnalazło. Taką mam koncepcję.

Żal było wracać do cywilizacji. Bardzo żal.

 

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.