Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Infiniti… nie pamiętam które.

Wpadłem ja sobie na taki pomysł… Ponieważ niektóre marki niezbyt chętnie chcą ze mną rozmawiać (pewnie przez to, że jestem dziadem Skodovym) i pozyskanie auta testowego nie jest możliwe, a pisać się chce, stwierdziłem, że jedyne co mogę zrobić, to testować auta tak jak przeciętny Kowalski.

I tak przeszedłem od słów do czynów. Wybór padł na Infiniti. Oczywiście nic nie dzieje się bez przyczyny. Mój, mogę chyba tak powiedzieć, kolega Sławek Hesja Krajniewski postanowił zmienić auto. Sprzedał Hondę Accord i zajarał się okrotnie Infiniti… G37. Tak się nim zachwycał, że aż mnie się udzieliło. Później przeczytałem tekst Łukasza Bąka i wiedziałem, że muszę się przejechać Q60, czyli nowym wcieleniem sportowego coupe klasy premium.

Wypełniłem więc formulaż zgłoszeniowy na stronie Infiniti i kilka chwil później, zaraz po tym jak w mojej skrzynce odbiorczej pojawił się e-mail, zadzwoniła do mnie miła pani z salonu Infiniti. Uzgodniliśmy co i jak i pozostało mi czekać… Oczywiście 5 min później nie pamiętałem o tym, że zapisałem się na jazdę próbną, ale przypomnienie w telefonie spisało się na medal.

Pojechałem do salonu, zostałem bardzo miło przyjęty, wypiłem kawkę. Pani pokazała mi auto stojące w salonie i przekazała kilka kluczowych informacji na temat egzemplarza, którymi mieliśmy jeździć za kilka chwil. Muszę przyznać, że gdybym faktycznie kupował Infniti, to już bym kupił. Czułem, że nie we wszystkim pani „czuje” o czym mówi, ale warto podkreślić bardzo profesjonalne zachowanie i bogatą więdzę. Doskonale przygotowany i zaangażowany sprzedawca. Brawo!

No dobra… Czas się karnąć. I teraz musiałem się skupić. 45 minut za kierownicą to bardzo mało czasu żeby coś powiedzieć o aucie, ale warto spróbować. Pierwsze wrażenie? O mamo jaki on mały. Nie zrozumcie mnie źle, nie jest wielkości MAzdy MX-5, ale… jakoś miałem inne wyobrażenie o tym aucie. Oczywiście poprawną pozycję za kierownicą zająłem bez problemu. Zajęło to dosłownie chwilkę. Bzzzzzzz, bzzzz, bzzzzzzzzzzt. Elektryka na każdym kroku. No dobra, jeszcze tylko lusterka. Ruszamy.

Wciskam przycisk i mrrrrrrrr. Coś mruknęło pod nogami. Wrzucam D i puszczam hamulec. Toczymy się i już czuję, że jest twardo. Oj twardo. Nie wiem dlaczego, oczekiwałem płynięcia. Coś tam poprzestawiałem żeby było najbardziej miękko jak się da i… nadal było twardo. Jadę sobie powoli po drodze parkingowej i rozglądam się po wnętrzu. Czuję powiew Japonii… i nie jest to moim zdaniem zaleta. Nie powiem, że czuję powiew Nissana, bo byłbym wtedy złośliwy, ale od wnętrza również oczekiwałem więcej. Nie podoba mi się rozbicie przekazu informacji na… trzy ekrany. Za dużo tego jest.

Wyjeżdżam wreszcie na ulicę i rozpędzam się. Wielkie koła, opony zimowe. Kiedy jedziesz powoli słyszysz, że się kleją do asfaltu. W okolicach 50km/h było już cicho i przyjemnie. Trzeba przyznać, że auto rozpieszcza… jest wygodnie, cicho, miło… Po kilku kilometrach jazdy miejskiej wydostałem się na obwodnicę Warszawy. W sumie niewiele się zmieniło. Prędkościomierz pokazał wyższą wartość i to wszystko. Nadal było cicho i miło. Milusio. Uśmiech pojawił sie na mojej twarzy. Baaaaaaardzo fajne auto. Dopracowane, dobrze wykończone (ale Japonia…), świetne zawieszenie, a steer by wire to petarda.

Podsumowując… Nie kupiłbym tego samochodu. Wszystko przez Hesję i Bąka. Tak się zachwycali, że moje oczekiwania były chyba zbyt duże. Dla mnie to bardzo ciekawe doświadczenie, jak cudza opinia może wszystko zepsuć. Najlepsze w tym jest to, że to nie była krytyka, ale zachwyty. Heh… A Infiniti Q60 jest bardzo dobrym autem. Niestety nic nie poradzisz jak nie ma chemii.

Aha! Przed salonem zobaczyłem auto, które dużo bardziej by mi pasowało. Infiniti Q50… Sam nie wierzę w to co piszę. No nic. Czas przejechać się sedanem. Już niedługo. Stay tuned.

 

Mam nadzieję. że pomogłem. Jeśli myślałeś, myślałaś o zakupie Q60, to teraz łatwiej ci będzie wyrobić sobie własne zdanie. Sławek z Łukaszem za bardzo słodzili, a ja wprowadziłem w to wszystko trochę drętwoty i rozsądku 😉 Jak zwykle.

Please like & share:

1 komentarz

    • nocman, 14 stycznia 2018, 21:57

    Odpowiedz

    Poprzedni wybór był zdecydowanie fajniejszy 🙂 Z jednej strony tchnący przyszłością i to tą najbliższą (i3 fascynuje mnie niemal na równi z VW XL1), z drugiej strony, ukochana przeze mnie „Ikea” we wnętrzu. Niestety Japończycy, choć robią fajne i solidne auta, z estetyką kompatybilną z Europą i ergonomią mają trochę na bakier (i to mówi współ-/właściciel dwóch aut japońskich), chociaż te paskudne, czarne na wysoki połysk, zbieracze paluchów rozpanoszyły się chyba po wszystkich autach. Poza tym te „nieskończoności” są cokolwiek wulgarne. Moim zdaniem, w tej chwili, w klasie kawiorowej na pierwszym miejscu jest Volvo S90, a potem długo, długo nic. To chyba jedyne auto tej klasy, o którym spokojnie mógłbym powiedzieć „gustowne”.

    PS. Czy te macane ekrany mają chociaż haptic-feedback czy też, póki co, tylko Audi wpadło na ten pomysł?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.