Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Katastrofa lotnicza kilka razy w roku

Nie… nie będzie o samolotach. Będzie o bezpieczeństwie na drodze.

Minęły święta. Policja jak co roku prowadziła akcję „Bezpieczne Święta”. Z jakim skutkiem? Marnym. Trzeba sobie jasno powiedzieć, że działaniami policji można sobie… no właśnie. Nie tak dawno był jakiś tam europejski dzień bezpieczeństwa na drodze, czy coś w tym stylu. Polska policja prowadziła kontrole na drodze. Podano informację o liczbie patroli i liczbie przeprowadzonych kontroli. Nikt tylko nie wpadł na to, że ktoś podzieli jedno przez drugie i okaże się, że jeden patrol skontrolował śrendnio pięć pojazdów. Nawet nie chce mi się tego komentować.

Podobnie było w minione święta. Na drogach doszło do 373 zdarzeń, rannych zostało prawie 500 osób, a zginęły 42 osoby. Dla ich rodzin każde kolejne Święta Bożego Narodzenia będą się kojarzyły ze śmiercią, bólem i cierpieniem. No to super… Oczywiście nie można winić za to policji. Wydaje mi się, że dużo jeżdżę po polskich i europejskich drogach i widzę jak leci na łeb, na szyję poziom wyszkolenia polskich kierowców. Widzę jak panoszy się prymityw i chamstwo. Jak kierowcy na siebie warczą, do jakich działań są skłonni się posunąć żeby temu drugiemu pokazać. Oczywiście przykład idzie z góry i skoro nasi politycy prezentują taki poziom wychowania i kultury, to czemu się dziwić, że obywatele też równają w dół. Szkoła nie wychowuje, rodzice hodują…

No dobrze, a dlaczego tytuł jest o samolotach? Kilka dni temu policzyłem, że gdyby przeliczyć ofiary śmiertelne na polskich drogach na katastrofy lotnicze, to w Polsce musiałoby dochodzić rocznie do 16 katastrof samolotu Airbus A320. Rozumiecie to? SZESNAŃŚCIE!!! Ponad jedna miesięcznie. Wiecie co by się działo w mediach? Wiecie co by się działo w waszych domach gdybyście chcieli polecieć samolotem w podróż służbową, lub na wakacje? Kto z was nie wsiadałby na pokład samolotu spocony i trzęsący się ze strachu?

Ale do śmierci na drodze wszyscy przywykli. W miediach się mówi, że liczba ofiar śmiertelnych spada… Ale super Za nami jest kilka państw, w których jest gorzej. Niestety przed nami są prawie wszystkie kraje europejskie. Jesteśmy w czarnej… na szarym końcu. I co z tym robimy? Nic… Ciąglę słyszę o rekordach czasu przejazdu, o za słabych silnikach… Słyszę też niestety o pieszych winnych swojej śmierci.

A przed chwilą w radiu usłyszałem, że Polacy ruszyli w drogę na „sylwestrowe szaleństwo”. Słowo „szaleństwo” jest tu słowem kluczem.

Nie dajcie się zabić.

Please like & share:
    • nocman, 29 grudnia 2017, 19:23

    Odpowiedz

    Pewnie się powtarzam, ale sypnę garścią ciekawostek: wizytowaliśmy parę lat temu w Australię. W ciągu jednego miesiąca widziałem trzy kontrole trzeźwości, gdzie każda z nich polegała na skanalizowaniu całego ruchu z kilku pasów do jednego i każdy, kto tamtędy jechał, musiał „pogadać” do alkotestu. Każdą taką kontrolę obsługiwały dwie-trzy załogi, więc szło to całkiem sprawnie. W Polsce podobną akcję widziałem tylko raz, a jeżdżę od początku lat dziewięćdziesiątych. Ponieważ było to okres okołoświąteczny, Nowa Południowa Walia wprowadziła „promocję”: każde przewinienie było obciążane podwójną liczbą punktów karnych (a tych w Australii można stracić 13). Nad tym, że kamery są wszędzie, że pomiaru można się również spodziewać z powietrza, a w środku niczego stoją bramownice od pomiarów odcinkowych, nie ma chyba sensu się dłużej rozwodzić. Po prostu są.

    Swego czasu byliśmy na wakacjach w Bieszczadach, więc kilka razy zapuściliśmy się na drugą stronę granicy. Któregoś razu, około północy, spotkaliśmy patrol z radarem — być może przypadek, jednakże z faktu że Słowacy, którzy u siebie jeżdżą spokojnie, dostają skrzydeł po naszej stronie, wnioskuję, że to nie był przypadek. W Polsce patrol z radarem widuję może raz do roku (wiem, mało jeżdżę). Kolejną ciekawostką ze Słowacji jest zwyczaj ustawiania tablic mierzących prędkość przejeżdżających aut, widziałem je w wielu miejscowościach, nawet tych mniejszych. To też w jakiś sposób dyscyplinuje („patrzymy na ciebie”). I nikt się nie przejmuje tym, że tablica otwierająca obszar zabudowany ma może 25% powierzchni polskiego odpowiednika — to kierowca ma się pilnować.

    Jestem w stanie zrozumieć, że Policja w Polsce ma braki kadrowe i sprzętowe, ale gdy każda próba wzmocnienia drogówki odbierana jest wyłącznie jako chęć „golenia” społeczeństwa, to coś mnie trafia. A przecie to takie proste: nie chcesz być „golony”, nie łam przepisów. Któregoś razu na gazecie.pl pojawił się straszliwy artykuł o planach zakupu kilkuset radarów: w komentarzach oczywiście społeczne toczenie piany, a mnie tylko zdziwiło, że ta liczba to na cały kraj, a nie na duże miasto czy ostatecznie jedno województwo.

    Jeszcze jedną ciekawostką sypnę: wiele razy słyszałem opowieści o lepszej, niemieckiej benzynie, co ma się objawiać wyraźnie mniejszym zużyciem paliwa. Przejrzałem kiedyś swoje logi z którejś z wycieczek i wyszło mi, że moje auto zużywało tyle samo polskiego, co niemieckiego paliwa. Z tym że ja nie zmieniam stylu jazdy po przekroczeniu niemieckiej granicy, bo już dawno nauczyłem się pilnować ograniczeń bez względu na to, gdzie jeżdżę. Na początku rzeczywiście bolało, ale idzie się przyzwyczaić, a czasowo różnice są niewielkie. To po co przeginać?

    Przepraszam, że tak sobie toczę pianę, ale od paru lat jazda po polskich drogach źle mi robi na samopoczucie, a każdy powrót z wyjazdu zagranicznego zwyczajnie podnosi mi poziom kortyzolu po przekroczeniu granicy. Chyba umarła we mnie „naszość” 🙂

    1. Odpowiedz

      Proszę toczyć pianę częściej. Dobre komentarze dobrze się czyta.

    • mmtt, 12 stycznia 2018, 08:04

    Odpowiedz

    Ale musisz przyznać, że bardzo często ograniczenia prędkości są niewspółmiernie niskie do warunków. Zazwyczaj jeżdżę +10, ale czasem, szczególnie nocą gdy ruch jest minimalny bywa to po prostu męczące, jak pomyślimy że spokojnie moglibyśmy dołożyć kilkadziesiąt.

      • nocman, 15 stycznia 2018, 20:36

      Odpowiedz

      Ograniczenia prędkości nie wynikają tylko z geometrii drogi. Również wpływ na otoczenie i środowisko (hałas, emisje) zarówno lokalne, jak i głobalne, ograniczenie zużycia paliwa w skali całego kraju (co przeciętnego obywatela grzeje, bo kto bogatemu zabroni, w skali państwa, planowania długoterminowego i stosunków międzynarodowych ma duże znaczenie).

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.