Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Samochodzik na baterie…

Jak byłem dzieciakiem… Były ruskie i nie tylko zabawki na baterie. Jaki był z nimi problem? Baterie były trudne do dostania i starczały na kilkanaście minut zabawy. Gdzieś w tak zwanym międzyczasie zaczęły się pojawiać różne inne urządzenia na baterie… A to telefon komórkowy, a to wkrętarka… a później młoty udarowe, pilarki… No i wreszcie samochody, ale nie takie jakie budował w młodości Ferdynand Porsche i nie Melexy, lub inne wózki golfowe. Pojawiła się Tesla, obecnie prawie każda szanująca się marka ma w swojej ofercie jakąś hybrydę. Lepszą, gorszą… różnie to bywa. Każdy ma jakąś swoją koncepcję. Niektóre bywają bardzo ciekawe. Przyszedł czas i na mnie i na…. Škodę. Jak doskonale wiecie, wożę się Škodami już od 20 lat. Lubię tę markę i tak się złożyło, że zawodowo też się z nią połączyłem. O niektórych rzeczach dowiaduję się jeszcze zanim ujrzą one światło dzienne. 

Nie inaczej było z Vision E. Od jakiegoś czasu w Škodzie auta koncepcyjne nazywają się Vision. Zabijcie mnie, ale chyba Vision D był pierwszy i na podstawie tego studium powstał Rapid. Później Vision C, który zapierał dech w piersiach… tak jak jego dziecko, czyli nowy Superb. No i na deser Vision S… Kodiaq. A co oni wykombinowali z Vision E? E jak elektryczny. Ale to nie wszystko… Elektryczny i autonomiczny. Rąbek tajemnicy został uchylony jakich czas temu, a dokładnie 18 kwietnia. Dzień wcześniej do moich drzwi zapukał kurier i wręczył mi paczkę… Zgłupiałem. Co to za paczka? Otwieram a tam okulary (tak to chyba można nazwać) VR, telefon i słuchawki. A na wierzchu list. Bla bla bla odpal to jutro o 10:00…. No dobra… Nie jestem już najmłodszy i chwilę mi zajęło ogarnięcie wszystkiego, ale udało się! Odpaliłem aplikację i obejrzałem prezentację Vision E. A teraz? Teraz czekam na więcej. Co prawda wiem, że w Škodzie wielkimi krokami nadchodzi hybryda bazująca na rozwiązaniach znanych z Passata GTE i Golfa GTE. Ale czasy są takie, że jak nie pochwalisz się, że pracujesz nad elektrykiem, to cię nie ma. No to… Mamy Vision E. Trzeba przyznać, że koncept wyjątkowo futurystyczny i… chwilowo enigmatyczny. Co to z tego będzie? Pożyjemy, zobaczymy. 

Dotychczas jeździłem różnymi hybrydami i powiem wam, że rusza mnie to. Tak jak wspominałem, każda marka ma jakąś swoją wizję, którą realizuje. Która jest lepsza? Ciężko wyczuć. Moim zdaniem najlepszy jest po postu samochód elektryczny… Tesla. Elon Musk przeciera szlaki, a reszta idzie jego tropem. Zobaczymy jakie będą dalsze losy Vision E. Ja trzymam kciuki, bo szczerze mówiąc widzi mi się taki elektryczny samochód z zasięgiem 400km. W sumie widziałbym u siebie w garażu e-Citigo, ale chwilowo mamy do dyspozycji tylko e-Up, którego jedyną wadą była cena.

Ale, ale! Ostatnio zabawiłem się w elektromobilność na maksa… Wsiadłem na rower ze wspomaganiem elektrycznym Trek Super Commuter. No i to było coś! Niedługo go opiszę bardziej szczegółowo, ale powiem wam, że grzanie 35km/h lekko dotykając pedałów… to coś dla mnie. Co prawda cena tego modelu zabija, ale dostępne są bardzo fajne rowery typowo miejskie, które można kupić za ca. 7000zł. Moim zdaniem to dużo lepsze rozwiązanie niż tani skuter w podobnej cenie. Ładowanie roweru to pewnie jakieś 300zł rocznie. Skuter zużyje dużo więcej paliwa, a na rowerze, nawet z elektrycznym wspomaganiem, trzeba jednak pedałować.

Coś czuję, że jeszcze za mojego życia silniki spalinowe znikną z rynku.

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.