Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Kiedy samolot się spóźnia.

Komu z was nie zdarzyło się siedzieć na lotnisku i rzucać mięsem bo samolot się spóźnił, lub wasz lot odwołano? Co prawda są tacy, których oblicze się w takiej sytuacji rozświetla promiennym uśmiechem bo już liczą na odszkodowanie… ale takimi jednostkami ja się nie zajmuję. Skoro jednak wkurzaliście się na opóźniony samolot…

Pozwólcie, że coś wam wytłumaczę. Gdybyśmy mieli latać, to byśmy mieli skrzydła. Ale nie mamy więc podglądając ptaki udało nam, a w zasadzie braciom Wright zbudować pokraczny szmatolot i tak zaczęła się historia lotnictwa. Nie jest dla nikogo zaskoczeniem, że jak się zderzy z matką ziemią spadając z dużej wysokości, to najczęściej ponosi się śmierć na miejscu. Jako, że jesteśmy jedynymi stworzeniami na ziemi, które boją się śmierci, dość szybko zaczęliśmy wprowadzać w lotnictwie procedury, które pisane ludzką krwią ratowały kolejne istnienia.

Obecnie takich procedur jest bardzo wiele. Jedna jest dość ciekawa i jest pokłosiem katastrofy, która wydarzyła się na Teneryfie kiedy to doszło do zderzenia dwóch B747. Ta katastrofa zmieniła bardzo wiele w lotnictwie, również w komunikacji między załogami i kontrolerami. Dzisiaj nie wolno użyć określenia „take off” dopóki samolot nie zajmie pozycji na pasie startowym i faktycznie będzie mógł rozpocząć start. Do tej chwili używa się słowa „departure”. Zapobiega to pomyłkom. Sprytne i proste…

Ale wracajmy do opóźnień. No więc pasażerowie przyzwyczajeni do niewielkich opóźnień komunikacji miejskiej oczekują, że opóźnienie samolotu może wynieść 10 minut, ale nie godzinę. Jestem w stanie zrozumieć niecierpliwość, ale musicie zdać sobie sprawę z faktu, że najczęściej opóźnienia wynikają z dbałości o wasze bezpieczeństwo. Jeśli odwiedzicie stronę Flightradar24 możecie zobaczyć ile statków powietrznych znajduje się w jednej chwili w powietrzu. Dobrze by było żeby nie doszło do kolizji między nimi. Ktoś to musi ogarniać i mieć nad tym kontrolę. Dlatego samoloty nie mogą startować kiedy tylko kapitana najdzie chęć latania. Trzeba czekać na swoją kolejkę.

Kolejną sprawą jest pogoda. To, że na waszym lotnisku świeci słońce nie oznacza, że tak jest na trasie przelotu i na w porcie docelowym. Oczywiście załoga mogłaby polecieć w dużo gorszych warunkach i samolot to zniesie, ale uwierzcie mi, że ciężko pilotuje się maszynę, kiedy zza drzwi kokpitu dochodzą wrzaski przerażonych turbulencjami ludzi.

No i są jeszcze kwestie techniczne. Samolot to idiotoodporne urządzenie, ale mimo wszystko wrażliwe. W czasie lotu może dojść do wielu usterek, a mimo to da się nadal bezpiecznie dotrzeć do celu. Niestety pewne, nawet drobne usterki, które zostaną rozpoznane na ziemi nie pozwalają na dopuszczenie samolotu do eksploatacji. Pewne drobiazgi można dopuścić, ale to nie jest przymykanie oka tylko działanie zgodnie z procedurami. Wystarczy, że nie działa światło nawigacyjne, czy tak zwany „beacon” i już się okazuje, że na biegu trzeba zamawiać części i planować naprawę, bo procedura pozwala na latanie z tak drobną usterką na przykład 9 dni. Jeśli w tym czasie usterka nie zostanie usunięta… może się okazać, że maszyna będzie uziemiona.

Czasem po przylocie mechanik, lub załoga zauważa, że doszło do uszkodzenia opony. I co wtedy? Trzeba zmieniać koło. Mechanicy w takiej sytuacji uwijają się z robotą bo rozumieją, że jak samolot się zbytnio opóźni z wylotem, to wypadnie ze slotu i będzie miał jeszcze większe opóźnienie. Wiele drobnych i poważniejszych usterek można usunąć dość szybko, ale czasem mogą się pojawić jakieś komplikacje. Może pojawić się podciek z instalacji. Trzeba sprawdzić, z której, jaki, co go spowodowało i czy nie zagraża on bezpieczeństwu.

Po jednej stronie jesteście wy… spóźnieni, zdenerwowani i rozczarowani, a po drugiej stronie są procedury i ludzie odpowiadający własną głową za wasze bezpieczeństwo. Mechanik składając podpis w dzienniku pokładowym bierze na siebie odpowiedzialność. Oczywiście kapitan również, ale… Chyba nie chcielibyście znaleźć się w sytuacji, w której szefowa pokładu mówi:

-Witamy państwa na pokładzie samolotu naszych linii lotniczych w locie do… Dzisiaj polecimy z usterką, dość poważną, ale wiemy, że państwu się spieszy więc podjęliśmy ryzyko. Może nam się uda dolecieć o czasie, jeśli w ogóle. Jakby co, to maski wypadną nad głowami, a kamizelki ratunkowe są pod państwa siedzeniami.

Kto by się zdecydował wziąć udział w takim locie? Ja na pewno nie 😉

Jeśli więc zdarzy się wam opóźniony lot… przyjmijcie to ze spokojem. Nie bez powodu latanie jest takie bezpieczne. Trzymamy się procedur i przykładamy się do pracy. Wszystko w trosce o bezpieczeństwo. Nawet jeśli czasem zażartujemy, że skoro przyleciał, to i odleci… nikt nie olewa swojej pracy. W lotnictwie nie ma miejsca na błędy. Pierwszy może być ostatnim

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.