Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Sanie Świętego Mikołaja.

Musicie mi wybaczyć, ale jakoś nie miałem pomysłu na lepszy tytuł. Oczywiście, że Święty mógłby Hilem przewieźć masę prezentów, ale umówmy się… Te sanie są dla mnie i koniec.

W 2006 roku na fali zachwytu możliwością odliczenia pełnego VATu od samochodu typu pickup, wziąłem w leasing Nissana Navarę. Wersja średnio wypasiona, a może trochę bardziej, miała wszystko co trzeba. Grzane zydle, radio, klimę, 4×4, coś tam jeszcze i generalnie mi się podobała. Oczywiście sam pomysł był bez sensu, bo przecież po jasną cholerę mi takie auto? Oczywiście niecały miesiąc po odebraniu auta, uzbrojony w doskonałe zimówki Cooper Discoverer udałem się na łąki w Wilanowie (chyba jeszcze w planach nie było Miasteczka Wilanów) i wkleiłem się konkretnie na trasie Terenowego Rajdu Niepodległości. Zadzwoniłem po kumpla, ale zanim on się pojawił udało mi się wyskoczyć z błotnistych kolein.

Kilka wniosków… Nie zawsze reduktor ratuje dupę, a jeśli go zapniesz nie korzystaj z biegów powyżej trzeciego. Jeśli jedziesz w błotnisty teren, to chociaż buty miej odpowiednie.

Koniec końców Navara przydała się wielokrotnie jako wół roboczy. Woziła sprzęt filmowy niezbędny do produkcji ToolBoxa i innych programów, które robiłem dla TVN Turbo. Poddałem ją małym modyfikacjom. Dołożyłem konsolę pod dachem, w której zamontowałem CB radio. Skrzynia finalnie została przykryta zabudową ARB. W lecie jeździłem na BFGoodrich All Terrain, a w zimie na Cooperach. Navara miała hak i generalnie miło ją wspominam, ale dzisiaj wiem, że trzeba było wybrać Hiluxa. To, że silnik Toyoty miał słabo wyglądające 120KM nie miało tu znaczenia. Ja się połasiłem na mocniejszy silnik w Nissanie.

Po tym przydługim wstępie mogę przejść do najnowszego wcielenia Toyoty Hilux. Od czasów Navary miałem okazję przejechać się kilkoma Hilami mniej, lub bardziej amoralnymi i zawsze serce trochę szybciej mi biło. Z wielką radością wskoczyłem do nowej Toyoty z nastawieniem, że nie będzie lekko, ale będzie fajnie. Pierwsze wrażenie było… takie sobie. Po pierwsze te czarne wyklejanki na nadwoziu. Co artysta miał na myśli? O ile z przodu to mam jakąś wizję, że chodziło o ograniczenie oślepiania przez światło odbite od maski, o tyle na dachu… No ja nie wiem. A tylną klapę z napisem Hilux przemilczę dyplomatycznie. 

Na pochwałę zasługuje wykończenia skrzyni ładunkowej. Gruba warstwa poliuretanowej „morki” to coś genialnego. Rozwiązanie dużo lepsze od plastikowych wanien. W ogóle powiem wam, że w pickupie najlepiej sprawdza się właśnie takie wykończenie i plandeka na pace. Nadbudowy znacząco ograniczają funkcjonalność. Przewiezienie moją Navarą dwóch rowerów było katorgą. Musiałem je wsunąć pod zabudowę. W otwartej skrzyni Hila bez problemu da się ustawić kilka rowerów. Z otwartą skrzynią można przewieźć motocykl i niedużego quada. Dla mnie bomba. 

We wnętrzu pojawiła się dość ekstrawagancka deska i skórzane fotele. Szczerze mówiąc wolałbym coś grubiej ciosanego, ale niech będzie. Fotele, przynajmniej przednie są bardzo wygodne. Z tyłu brakuje możliwości składania kanapy, takiej jaka była w Navarze. Poza tym nie mam zastrzeżeń. Zrobiłem w trasie ca. 600km i nic mi nie zdrętwiało, a w Navarze tyłek mi drtętwiał. Oczywiście jak to w Toyocie mamy zegarek elektroniczny… Chyba zamówili ich swego czasu strasznie dużo i muszą je wsadzać do wszystkich aut przez kolejne 30 lat. Niebieskie podświetlenie nie każdemu przypadnie do gustu, ale można jest tak ściemnić, że staje się bardzo dyskretne. Przyzwyczajenia wymaga obsługa komputera, radia, klimatyzacji. No po prostu Toyota. Nie mówię, że jest źle, ale jest… inaczej. Ja potrzebowałem kilku chwili skupienia i dwóch dni żeby czuć się jak w domu. 

Pod maską siedzi silnik diesla o pojemności 2,4 l i odpowiedniej mocy. Współpracuje on z automatyczną skrzynią biegów, która jest konstrukcją klasyczną, przez co ciężko jest jeździć o kropelce, ale działa bardzo płynnie i mam wrażenie, że dobrze serwisowana i nie katowana będzie żyła bardzo długo. Silnik tez powinien wytrzymać wiele… złapałem się na tym, że wsłuchuję się w jego charakterystyczny dźwięk przy rozruchu i w czasie pracy. Mam wrażenie, że kiedy zamknę oczy, przeniosę się na Bliski Wschód, lub do Afryki… Jest w nim coś magicznego. Ten dźwięk daje poczucie solidności. 

Na pochwałę i to dużą zasługuje zawiesznenie. Jest komfortowe i pozwala pewnie prowadzić auto na zakrętach. Jest miękko, sprężyście i bezpiecznie. Nowego Hila i moją Navarę dzieli przepaść. Pamiętam jak dość często Navara chciała wykręcić oberka, a z tego co pamiętam nie było w niej ESC. W Hilu jest, ale ani razu nie musiałem się na niego zdawać. Napęd standardowo przenoszony jest na tylną oś. W razie potrzeby dołączamy przód. W Hilu nie ma międzyosiowego układu różnicowego więc po suchym lepiej nie jeździć z włączonym 4×4. Jeśli w terenie czujemy, że możemy gdzieś ugrząznąć, można przełączyć napęd z 4H na 4L i włączyć blokadę tylnego cyfra. W takiej konfiguracji tylko grząska łączka, lub bagno jest w stanie nas pokonać. Sprawdzałem 🙂

No i teraz najważniejsze… Tydzień z Hiluxem spowodował nawrót choroby. Tak mnie wzięło, że siedziałem pół dnia i konfigurowałem furę i przeczesywałem internet w poszukiwaniu inspiracji. Wiecie co mi wyszło? Chcę podstawową wersję w białym kolorze, z czarnym zderzakiem, na kartoflanych oponach naciągniętych na czarne stalówki. Podstawowa wersja ma kratę zabezpieczającą tylną szybę, manualna skrzynię i klimę na „gałki”. Ma tez proste radio… i to wszystko tak mnie jara, że ludzkie pojęcie przechodzi. 

Oczywiście zaraz pojawiają się pomysły motania takiego auta. Aha. W moim Hilu były zamontowane akcesoryjne lampy ledowe, które z nocy robiły dzień. Chcę takie, lub podobne w moim wymarzonym Hilu. Czy chcę coś jeszcze? W sumie nie… Powłoka w skrzyni i hak wystarczą. No może później pomyślę nad zawieszeniem, hamulcami DBA, może jakiś inny zderzak, konsola pod sufitem, pokrowce na fotele… Bo to się własnie tak zaczyna…

tak mi wstyd (strasznie wstyd)
lecz zakochalem sie
ktory raz? setny raz!
lecz zakochalem sie

Mieczysław Fogg wiedział o tym już dawno.

Nie ma co się oszukiwać. Jest Hilux i cała reszta. Oczywiście Amerykanie robią Rapotra i kilka innych ciężarówek, ale Hil… to Hil. Koniec, kropka.

Na koniec kilka słów o oponach na jakich stał Hilux. Tak się dobrze składa, że były to zimowe Nokiany WR SUV3. Na tych oponach jeszcze nie jeździłem. W normalnej eksploatacji niczym nie zaskakują. Dobrze kleją, są ciche, zapewniają stabilność w zakrętach i…. mają boki wzmocnione włóknami aramidowymi. W błocie zaskoczyły mnie swoją sprawnością. Umówmy się. Testowałem Hiluxa w warunkach, w których większość użytnowników tych opon nie jeździ, a pewnie i właściciele Hila nie zapędzają się tak daleko. Pojeździłem, nie wkleiłem i w trasie łeb mi nie pękał. Test zaliczony.

A kiedy oddawałem auto, na parkingu natknąłem się na… Mam nadzieję, że jak spadnie śnieg (jeśli spadnie) uda mi się zrobić kilka klimatycznych zdjęć tego cudaka. 

 

Please like & share:

1 komentarz

    • nocman, 25 grudnia 2017, 22:57

    Odpowiedz

    Do wożenia motocykli fajną (minus głupawe przecierki) pryczę mieli panowie z RHCC:

    http://rhcc.pl/#/c/motorcycles/vw-t3-pick-up/

    nie tak dzielna w terenie, ale z jakim stajlem! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.