Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Testowanie aut nie ma sensu

Przynajmniej takie można odnieść wrażenie. Pisanie merytorycznych wpisów również nie ma sensu…

Ukończyłem technikum o profilu lotniczym, później coś mnie podkusiło i poszedłem na studia… architektura. Tradycja rodzinna została podtrzymana. Tylko nikt nie wie po jasną cholerę? Oczywiście studiowanie poszerza horyzonty i jakoś tam nas kształtuje, ale czy to jest nam za wszelką cenę potrzebne? Po tych szkołach i studiach (trochę się zeszło i w międzyczasie pracowało) zacząłem się ogarniać. Byłem już wdrożony w telewizję TVN Turbo i dzięki robieniu ToolBoxa miałem styczność z ludźmi z wielu firm narzędziowych, olejowych i sprzedających zarówno części zamienne do samochodów jak i na przykład materiały budowlane. Lejka z czaszki nie wyjmowałem i dolewałem wciąż oleju. Kolejnym krokiem milowym była praca w Linetechu przy ciężkiej obsłudze hangarowej samolotów pasażerskich. Prosto z Lintetechu wpadłem w tryby Castrola (wcześniej byłem w związku nieformalnym z Agipem i Liqui Moly). W tak zwanym międzyczasie miałem możliwość spotykania się z inżynierami wielu marek motoryzacyjnych, od których wyciągałem wiele ciekawych informacji. Jeszcze większym skokiem było sformalizowanie mojego prawie dwudziestoletniego związku na kocią łapę ze Škodą 😉 Poznałem wielu doskonałych inżynierów. Między innymi Martina Hrdličkę i kilku świetnych fachowców z działu Motorsport.

Proces poszerzania wiedzy trwa nadal, ale nie jestem samolubem i chętnie się tą wiedzą dzielę. Lubię też testować motocykle i samochody… Raz ,że jest to po prostu fajne. Dwa, że ciekawe i znowu poszerza horyzonty. Mając więc za sobą kilkadziesiąt aut (w sumie nigdy nie liczyłem), kilka doświadczeń torowych i rajdowych, do tego wiele szkoleń doskonalenia techniki jazdy i współpracę z ośrodkami szkoleniowymi… Do jasnej cholery! No coś tam wiem.

Pozwalam więc sobie na podzielenie się z ogółem swoją wiedzą i spostrzeżeniami… Okazuje się jednak, że to nie ma sensu. Mam wrażenie, że dzisiaj nikogo nie interesuje normalny test auta. No może przesadzam, pewnie kogoś interesuje, ale ten ktoś ma jedną wadę. Ma znacznie więcej zwojów niż koń, więc podczas mycia podłogi nie tylko nie pije wody z wiadra, ale też ogarnia z grubsza rzeczywistość. Taki ktoś przyjmuje do wiadomości co mam mu do przekazania i w ciszy oddala się na z góry upatrzone pozycje. Niestety ci, którzy ograniczają się jakoś do nie picia z wiadra mają najwięcej do powiedzenia. Okazuje się, że jest ich dość sporo. Widać to po statystykach różnych tuzów internetowych, którzy nie mając nic do powiedzenia mielą jęzorem bez przerwy. Nazywam ich Ambasadorami Januszów (Przepraszam wszystkich Januszów, ale na drugie mam Janusz więc żółwik). Ambasadorowie są tak ciemni jak ich publika i mówią publice, to co chce ona usłyszeć. Wartość merytoryczna przekazu… dno i dwa metry mułu.

Zamiast testów ludzie szukają sensacji. Portale motoryzacyjne pokazują spektakularne wypadki. Jeśli chodzi o testy, to sensacji nie ma. Czasem jest jaranie laka, lub wyśmiewanie się ze wszystkiego z czego się da. Najczęściej jednak test ogranicza się do rozwinięcia tabelki z danymi technicznymi do trzech stron A4. Na koniec okazuje się, że ludzie kupują auta najczęściej oczami, a jeśli już przeprowadzają jakąś analizę, to ma ona w sobie tyle błędów… Nie ma co się dziwić. Przecież ci ludzie nie muszą i nie znają się na samochodach. W sumie tak jak wielu testujących 🙂

Możecie pomyśleć, że chcę wam się wypłakać w rękaw… nie no… chciałem po prostu przeanalizować pewne zjawiska żebyśmy wspólnie się zastanowili, czy to wszystko ma w ogóle jakiś sens…

Ambasadorowie węszą spiski koncernów, karteli i rządu światowego. Wszystkie nowe auta są do dupy i za drogie, no chyba, że jest to BMW M3, lub coś w tym stylu. Wtedy odchodzi starwarsowanie Vadera i Janusze się klepią po klaczach (jeszcze raz przepraszam Januszów). No i człowiek ląduje w środku tej miazgi i mówi:

-Wiecie co? Ci Koreańczycy to robią obecnie całkiem fajne auta, auta elektryczne to przyszłość, warto myśleć o ekologii, Czesi też robią coraz lepsze fury, warto lać olej syntetyczny do silnika, zapinać pasy, jeździć zgodnie z przepisami, nie pić mleka i wyskoczyć na rower.

Co się słyszy w zamian?

– Elektrykami jeżdżą pedały c’nie? W życiu bym nie kupił Koreańczyka (sam dyma 20letnim Odi złożonym z trzech przystanków U-Bahn i jednego Forda Mondeo Mk. I). Skody są za drogie, szwagier wujka sąsiada, co mieszka dwie chałupy dalej, słyszał o gościu z Podkarpacia, który przeżył zderzenie z ciężarówką przy 150km/h tylko dlatego, że nie zapiął pasów i wyskoczył z auta…. Zgodnie z przepisami jeżdżą tylko lewaki i baby, olej syntetyczny tylko od producenta, o którym nikt nie słyszał (niszowy najlepszy)… spierdalaj.

No i git. Tośmy sobie pogadali. Co prawda coś się zmienia, ale i tak większości testujących auta ciężko przez gardło przechodzi pochwała fury kosztującej mniej niż 50 tys. zł. No przecież najchętniej jeździ się eSą w pełnym tłuszczu… Swoją drogą, czy szefowie działów PR różnych marek wierzą w to, że taki koleś mający 25 lat przekona kogoś do zakupu takiego auta? Łorewa.

No czym to skończyliśmy? Mało ważne. Ważne, że autorytetem obecnie staje się ktoś kto drze się najgłośniej i umie odnaleźć wspólny język z ludźmi, których jest coraz więcej… albo… a może to jest tak, że generalnie w internecie, tak jak przed telewizorem przesiadują głównie szczyle olewające szkołę i bezrobotni? No bo kto ma czas to wszystko czytać i komentować? No dobra… przesadziłem. Nie czytają. Ogarniają w 100% tytuł i w 10% pierwszy akapit. Przez nich, tych najgłośniej pyskujących, cała reszta może odnieść, że tak wygląda rzeczywistość. Wszędzie spisek i oszustwo, a na zachodzie zawsze świeci słońce.

Autorytetami stają się osoby nie mające większego pojęcia o dyscyplinie w jakiej próbują podskakiwać. Z całym szacunkiem dla wielu mechaników, ale pan Staszek ma takie pojęcie o współczesnej motoryzacji… w sumie i Poloneza naprawiał fartem, to czego po nim teraz oczekiwać? Może to i fajne, że każdy może sobie pisać i mówić o czym chce i każdy kto bardzo chce może otworzyć warsztat samochodowy, lub motocyklowy i z dnia na dzień zostać lokalnym guru. Ludzie muszą w coś wierzyć i komuś ufać i czasem wierzą i ufają bo nie mają wyboru, panu Staszkowi. Bo on ma brudne ciuchy i się zna. Nie do końca wiadomo na czym, ale się zna. Nie wiem… może to ten brudny strój roboczy jest najbliższy sercu? Lata komuny zdewaluowały wizerunek prawdziwego rzemieślnika.

Ostatnio ktoś mi w komentarzu podrzucił link do filmu,  w którym jakiś zuch mechanik opowiada o awarii silnika w samochodzie znanym ze swej awaryjności. Z zabawnym akcentem zza kadru mówi co się stało i dlaczego. Oczywiście to „dlaczego” to były jego pobożne życzenia. Co zwróciło moją uwagę, to fakt, że ten polecany przez wielu superfachowiec rozkręcał silniki na podłodze wykonanej z tak zwanego betonu bezklasowego czyli woda z piachem. I jestem pewien, że prywatnie ten gość może być super kumplem i można z nim przegadać całą noc przy herbacie, ale fachowiec z niego taki jak z koziej dupy organy.

A przecież, to właśnie tacy fachowcy są najbardzej poważani przez kierowców. Stosunek serwisów autoryzowanych do nieautoryzowanych w Polsce to mniej więcej 20 do 80. Na zachodzie Europy jest odwrotnie. U nas te 80% to ludzie z przypadku. Pewnie bardzo zdolni tak jak wielu w branży budowlanej.

-Co pan potrafi?

-Paaaaanie, a czego ja nie potrafię? Pan potrzymie mnie piwo i patrzy.

Niestety i to mnie bardziej boli, nie lepiej jest w ASO. Mechanicy nie używają narzędzi specjalnych i kluczy dynamometrycznych…

-Bo ja panie 20 lat już pracuję, to ja mam czucie.

No i super. Odwiedziłem kilka ASO kilku marek i powiem wam, że jak na moje standardy, to szału nie ma. A jak rozmawiam z szefem serwisu, to zadaję mu proste pytanie:

-O ile procent zmieni się gęstość, a o ile lepkość oleju silnikowego w zakresie temperatur od -20 do +100 st.C?

-Noooo wieeeesz…. to zależy, nie? No bo jaki olej?

-No jaki chcesz. Nie podawaj dokładnych wartości, tylko tak szacunkowo (już wiem, że wpada w panikę)

-Czekaj, czekaj pamiętałem to doskonale… to było…

I tak możemy do rana. Najczęściej padają dziwne odpowiedzi. Wiem, że pytanie może być trochę podchwytliwe… Tak jak z tym, czym się różni wał od osi? 😉

Czy ja się czepiam? No trochę tak… Bo wiecie, to jest jakoś tak, że niewielu umie się przyznać, że nie wie, nie umie, nie orientuje się. Tak jakby każdy musiał się znać na wszystkim. To znaczy ja wiem, że przeciętny polski samiec zna się na wszystkim, ale zachowajmy odrobinę zdrowego rozsądku. Jak czegoś nie wiem, to mówię, że nie wiem. Jak wiem, to się tą wiedzą dzielę. Jak się mylę, to przyjmuję to do wiadomości, ale nie dam sobie wmówić pewnych rzeczy. Ziemia nie jest płaska, ciężko jest przeżyć wypadek bez zapiętych pasów, oleje syntetyczne nie rozpuszczają uszczelek, współczesne samochody nie są do dupy.

Co więcej, nowoczesne samochody są super. Szczerze mówiąc są jak ludzie. Wszyscy mają cztery ręce, cztery nogi, są w stanie biegać, skakać, widzieć, słyszeć i mówić. Każdy współczesny, europejski, lub dostępny w Europie samochód jeździ poprawnie i jest bezpieczny. To co je różni, te samochody, to drobne detale, czasem niedoskonałości, za które je kochamy. Tak jak ludzi.

Dlatego uważam, że tradycyjne testowanie aut nie ma sensu. Nie ważne jaki ktoś jest. Ważne, czy miło spędza się z nim czas.

 

Please like & share:
    • Maciek, 2 grudnia 2017, 14:18

    Odpowiedz

    W polityce tez wygrywa partia najglosniej krzyczaca i dajaca Januszom marzenia, a nie ta merytoryczna. Film kasowy to taki, gdzie sa cycki i wybuchy, a nie zycie wewnetrzne intelektualisty. Wczoraj sie Pan urodzil or what.

    1. Odpowiedz

      Ale chyba nie muszę się z tym zgadzać? 🙂

        • Maciek Wrocław, 6 stycznia 2018, 00:39

        Odpowiedz

        Nie musi Pan, bo jest wrażenie,że część społeczeństwa hejtująca, może nie idealny, obecny rząd ,też czyta całe tytuły i te 10% akapitu w pewnych niepolskich mediach zamiast przeanalizować fakty, ale pyskują bardzo głośno próbując stworzyć wrażenie swojej racji i podobnie w motoryzacji gdzie uważam,że Polak to generalnie laik motoryzacyjny ale „fachowiec” pełną gęba choć myli Fiata 132 z Mirafiori , do niedawna nie słyszał of Fiacie 130 (kilka łyskaczy w towarzystwie „znawców” się wygrało) i jeszcze 10 lat temu usłyszałem,że „nie ma Bory kombi” (chciałem odpowiedzieć- a co ? zburzona…?)
        więc się z kolei zgadzam z Panem, Damianie, i na razie tyle…..
        pozdrawiam,
        technik lotniczy po LZN…polonista później , a teraz….

    • Grzesiek, 13 grudnia 2017, 07:45

    Odpowiedz

    U mnie fachowiec może wygrać bardzo dużo mówiąc, że nie jego działka, nie ma czym, jest od tego specjalista.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.