Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Tłusta Włoszka

To było bardzo ciekawe doznanie. Alfą Romeo Stelvio jeździłem na raty. Pierwszy raz po ulicach Warszawy, drugi raz po wielkopolskich wertepach w okolicach Dolska podczas pierwszej edycji CAMP Menadżera Floty. Dopiero po przejrzeniu zdjęć zdałem sobie sprawę, że były to dwa różne egzemplarze 🙂 Oj… każdy może pomylić jakiś tam ciemnogranatowy i… chyba to był czarny. 

Mniejsza o kolor. Stelvio to pierwsza z „nowych” Alf jakimi jeździłem. Głównie chodzi mi tu o Giulię, którą jeszcze nie miałem przyjemności pojeździć, a siedziałem w każdej możliwej wersji. Kluczyków mi nie dali. Już Giulia rzuciła mnie na ziemię. Kiedyś miałem dwie Alfy 156 z czego druga była bardzo przyzwoicie wykończona i wyposażona. Lekko mi serce podskoczyło jak na rynku pojawiła się 159, ale coś mi nie leżało w przednich reflektorach, no i wnętrze było zbyt podobne do tego w 156. To po prostu jeszcze nie było to. Ale jak pierwszy raz dotknąłem Giuli… Oj serce szybciej zabiło. 

Do Stelvio podszedłem na chłodno. Wsiadłem, ustawiłem fotel i pojechałem. Pod maską siedział silnik diesla o pojemności 2200 cm3 i mocy 210KM, automatyczna skrzynia miała 8 biegów, a napęd przekazywany był na wszystkie koła. I jak? Świetnie. Serio. Lubię takie auta, do których wsiadam i mam wrażenie, że jeździłem nimi przez ostatni tydzień. W Stelvio, tak jak w Giuli zachwyciło mnie wnętrze. Jest mego dobrze zrobione, pięknie narysowane, materiały są super… Nie ma się do czego przyczepić. No chyba, że się ktoś bardzo uprze, ale to już będzie szukanie dziury w całym. Najlepsza we wnętrzu jest kierownica. Jest przepiękna, wygodna i ten przycisk uruchamiania silnika. Niby prosty patent, a chwyta za serce. 

Podczas jazdy silnika nie słychać, układ kierowniczy jest idealny, zwieszenie pracuje bardzo dobrze. Przekonałem się o tym jeżdżąc po nieutwardzonych drogach. To jak Stelvio prowadziło się w takich warunkach spowodowało u mnie opad szczęki. Zwłaszcza, że mogłem je porównać z kilkoma innymi autami. Jeśli połączy się to z zachowaniem auta na asfalcie… Czapki z głów i na kolana. Serio. Coś nieprawdopodobnego. Napęd i skrzynia biegów świetnie dogadują się z silnikiem i całą resztą. Szok i niedowierzanie. Wychodzi na to, że po stosunkowo chudych latach Alfa Romeo rośnie w siłę. Ja wiem, że Giulietta… ale Giulia i Stelvio to jest top. 

Co ciekawe w Stelvio zauważyłem coś, co wcześniej uderzyło mnie w Giuliettcie. Jedziesz po mieście, w środku jest cicho. Jedziesz w trasie w okolicach 100 km/h, cisza i spokój. Jedziesz 120 km/h i słyszysz nieprzyjemny dźwięk powietrza opływającego nadwozie. Głównie w okolicach lusterek. Hmmmm… Najlepsze jest to, że przyspieszasz i robi się cicho. Akurat to mnie lekko zirytowało, bo 120km/h to moja ulubiona prędkość. Czy ekspresówka, czy autostrada, jadę sobie spokojnie 120km/h i mam relaks. Nie chce mi się podróżować w większymi prędkościami. Ponieważ większości kierowców wiecznie się spieszy, może nie zauważą tego co ja. W sumie zawsze mogę przyspieszyć do 130 km/h i po kłopocie. Najlepsze w tym jest to, że są to dla mnie problemy, które i tak mnie nie dotyczą. Jakoś ostatnio nie mam luzem kasy na Alfę Romeo ;-). Pewnie gdybym miał, to bym jej wybaczył te drobną wadę. 

Czy znalazłem jakieś inne wady? Szczerze mówiąc, staram się nie czepiać aut dla samego czepiania się. Stelvio jest bardzo dobrze zaprojektowanym, wykonanym i wykończonym autem. Kabina spokojnie pomieści cztery dorosłe osoby, a bagażnik zmieści ich bagaże. No nie ma 700l pojemności. No i co z tego? Kiedyś kupowałem auta patrząc ile jest w nich miejsca na tylnych siedzeniach i jak duży jest bagażnik. Hmmmm. Niedawno okazało się, że nawet na wyjazd na narty jestem w stanie spakować się do bagażnika Citigo (oczywiście bez nart). Po co mi duży bagażnik? I tak muszę składać siedzenia żeby przewieźć rower. Nie kupię sobie dużego rodzinnego vana tylko po to żeby wozić rower. Nie mam też roweru droższego niż auto. Wystarczy mieć hak i wypożyczyć te kilka razy w roku platformę na rowery, lub do przewiezienia większych rzeczy wypożyczyć przyczepę, lub dostawczaka. 

Po takich przemyśleniach stwierdzam, że Stelvio z nadwyżką spełniłoby moje oczekiwania wobec auta. Jeśli więc chcecie kupić sobie włoskiego suva… szczerze polecam. Myślę, że Stelvio w parze z Giulią może namieszać w klasie premium. Oj może i to poważnie. Serio.

Aaaaaa. Dlaczego w tytule jest tłusta Włoszka? No smukła nie jest. Może bardziej powinienem powiedzieć, że jest przy kości? Może przesadziłem. Jedno jest pewne. Miłośnicy kobiecy kształtów na bank będą się w nią wpatrywać. No i chyba o to chodzi?

I już całkiem na koniec… Ani w jednej, ani w drugiej nie było nawigacji. WTF??? A może nie umiałem znaleźć?

 

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.