Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Toyota Yaris samochód prezesa.

Co prawda nie jeździłem jeszcze najnowszym wcieleniem Yarisa, ale co z tego? Skoro internet jest pełen opinii wyrażanych przez ludzi, którzy nie mają pojęcia o czym piszą, to kto mi zabroni?

Siedziałem w nowym Yarisie i mi się podobało. To powinno wystarczyć. Zwłaszcza, że ja bez żadnego trybu. Po prostu chciałem opowiedzieć pewną historyjkę, którą można rozpatrywać na wielu płaszczyznach. Jest to historyjka o dzisiejszej młodzieży (cytując Kazika: Najbardziej wk..wia mnie, że już do niej nie należę), zarządzaniu firmą, wydawaniu pieniędzy i ich oszczędzaniu. Przewija się w niej Toyota Yaris.

Otóż… za siedmioma zielonymi górami, za siedmioma zielonymi lasami, za… było sobie miasteczko, a w nim pewien pan miał świetnie prosperującą firmę, do której próbował zatrudnić jakiegoś zucha do zadań specjalnych. Niestety przychodziły prawie same tłuki. Pewnego dnia przyszedł młody, ambitny z wielkiego miasta. Właśnie ukończył niezwykle prestiżowy kierunek studiów więc nie dziwne, że miał oczekiwania wobec pracodawcy. Pierwsze pytania jakie zadał przyszłemu szefowi brzmiały:

-Ile? Jaki telefon i czy bez limitów? Jaki laptop, czy gierki pójdą? Jaka fura?

Właściciel firmy westchnął i odpowiedział wymijająco.

-Będzie pan miał samochód służbowy dokładnie taki sam jak ja.

-Serio? Taki sam?

Młodemu oko nabrzmiało, słychać było ciężki oddech i zapach jonizującego się powietrza.

-Tak. Dokładnie taki sam i w takim samym kolorze.

Młody się rozejrzał nie wierząc w to co słyszy, ale łyknął jak pelikan cegłę.

-Proszę, Niech pan podejdzie do okna. Pokażę panu pańskie auto służbowe.

Młody wystrzelił z krzesła jak pęknięty resor w Żuku. Starając się nie biec, podszedł do okna i zobaczył stojącego na parkingu czerwonego Yarisa… Właściciel odwrócił się do niego i powiedział.

-Oto pański samochód służbowy.

Młodego zamurowało…

-Aleeeee…. pan chyba żartuje… przecież pan powiedział, że taki sam… jak pan, ja…

-Tak powiedziałem i słowa dotrzymam. Ja jeżdżę czerwonym Yarisem. Wszyscy w firmie mają Yarisy. Co pana w tym dziwi? Mieszczą kierowcę i pasażera, w bagażniku można przewieźć próbki towaru i materiały reklamowe… auto jest relatywnie tanie, mało pali, jest bezawaryjne. To jak? Jest pan zainteresowany?

Młody coś wymemłał, opuścił biuro i nigdy nie wrócił.

Jak widać młodzież ma wymagania. Widać też, że można mieć rozsądne podejście do prowadzenia biznesu, Toyota nadal ma opinię marki produkującej bezawaryjne auta, trzeba myśleć jak się wydaje pieniądze. Wielu powie, że tak, tak i przy najbliższej okazji zmienią auto na jakieś zupełnie im nie potrzebne, bo przecież leasing się skończył i trzeba brać nowe. Jakie? No jak największe w zakładanym budżecie. To chyba oczywiste? Koszty same się nie zrobią.

No właśnie, koszty. Magiczne słowo. Obiekt pożądania wielu przedsiębiorców i osób prowadzących działalność gospodarczą.

-Wieeeeesz. Ja to sobie w koszty wrzucę. Co mnie to? Nie będzie bolało.

No spoko. Może i nie będzie, ale co będzie jak się noga podwinie i trzeba będzie kołować kasę na cito? A ratę leasingu trzeba płacić. Ups. Poza tym pomyślcie i policzcie, czy faktycznie wszystko wam się spina. Jasne! Każdemu wedle potrzeb, ale sokoro książka Finansowy Ninja doskonale się sprzedała Michałowi Szafrańskiemu… Może warto spojrzeć na samochód trochę trzeźwiej?

Oczywiście każdy wydaje swoje pieniądze jak chce. Nie mam też zamiaru odwodzenia was od kupowania aut. Warto tylko przed zakupem zadać sobie jedno ważne pytanie. Po co mi samochód? Wbrew pozorom niewiele osób umie sobie na to pytanie odpowiedzieć. Czasem, pociągnięci za język w końcu wyartykułują coś z sensem, ale zaraz przebiją tekstem

-Ale ja chcę ten i już.

No i co poradzisz jak nic nie poradzisz? A poźniej jest kombinowanie, bo w drugim roku ubezpieczenie kosztuje 4000zł, lub więcej. Opony pożerają prawie całą pensję, paliwo znika w oczach i okazuje się, że fura już nas tak nie cieszy. A jak coś się zepsuje po gwarancji, to jest płacz i łamanie rąk, że dlaczego takie drogie… Drogie bo cię nie stać. Kupiłeś furę ponad swoje możliwości finansowe i nie słuchałeś dobrych rad.

W życiu trzeba zadać sobie pytanie, co jest dla nas ważne i na to wydawać pieniądze. Dla mnie ważne jest jak przeżyję po osiągnięciu wieku emerytalnego. Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie, a ponieważ rząd chce mojego dobra, to na wszelki wypadek chowam moje dobro głęboko jak się da. Może to i nudne, ale jeśli oczekujecie, że będziecie wieść życie Indiany Jonesa to sorry dziewczyny i chłopaki, ale czas powiedzieć środkom odurzającym nie. Życie jest jak papier toaletowy 😉 Ważne jest żeby pod koniec nie okazało się, że rolka jest pusta.

Stay tuned!

 

Please like & share:
    • nocman, 2 grudnia 2017, 09:37

    Odpowiedz

    Yaris w codziennym przemieszczaniu się po mieście jest OK, a do tego jest przestronniejszy od Aurisa. Oraz nawet gdy masz najdroższą ludzie myślą, że wydałeś nań nie więcej jak 40 tysięcy 😉

    1. Odpowiedz

      Właśnie przeglądam cennik Yarisa i muszę powiedzieć, że nie jest to tanie auto. Trzeba je będzie przetestować. Ciekawie przedstawia się temat silników. Tylko w najtańszej wersji dostępny jest 1.0 wolnossący o mocy 69KM. Później tylko 1.5 i hybryda.

        • nocman, 2 grudnia 2017, 23:47

        Odpowiedz

        Nie jest. Ale z drugiej strony jest to prawie czterometrowe (395cm [1]) auto, do którego spokojnie mieszczą się cztery spore osoby, nie najgorzej wykonane, a do tego można w nim mieć dwustrefową automatyczną klimatyzację, head unit z nawigacją i kamerą cofania, automatyczną skrzynię, LED-y, dodatki z martwych zwierząt, komplet elektronicznych aniołów stróżów czy szklarnię na dachu. Więc jak się dobrze rozpędzić to i do osiemdziesięciu można dobić, a w zapasie zostaje jeszcze GRMN.

        [1] — Golf na starcie tyle nie miał!

        1. Odpowiedz

          O GRMN można już tylko pomarzyć 🙂

            • nocman, 8 grudnia 2017, 21:32

            Gazoo jest tak bezsensowną wersją, że właściwie nie wiem kto to kupuje i po co ją wyprodukowali. Potrzebowali homologation speciala?

          1. Widziałem wiele bardziej bezsensownych samochodów. Na przykład fantastyczne Twingo pierwszej generacji w wersji Baccara 😉

            • nocman, 13 grudnia 2017, 17:24

            Tak, tylko on jest o tyle głupi, że za te pieniądze można mieć albo GT-86 albo Golfa GTI, który ma jeszcze więcej wydłużaczy mechanicznych, albo dołożyć dwie dychy i kupić Golfa GTE, którym na codzień można się taczać się w ciszy za czapkę gruszek, a od święta trochę porozrabiać (oczywiście „your mileage may vary” :))

          2. Każdemu wedle potrzeb. Tego typu auta przeznaczone są dla psychofanów. Nikt nie oczekuje od nich sensu, a kupują je ludzie, którzy na pewno nie kierują się przy zakupie rozsądkiem. Kto co lubi 🙂

    • PoGOOD, 1 lutego 2018, 16:27

    Odpowiedz

    Przez lata pracowałem dla Anglików i z Anglikami i jeden z nich – Pan gruuubo starszy wiekiem ode mnie – nauczył mnie jednej zasady, którą to wyniósł z konserwatywnego domu.
    Niezależnie co ci się wydaje, nie powinieneś kupować samochodu, który kosztuje więcej niż twój całoroczny przychód. Jeśli zarabiasz 2’000 na rękę – max to 24K. Jeśli 4’000 – nie droższy niż 48K. Co ważne – nawet jeśli kupujesz go w leasingu i płacisz stałą ratę miesięczną – i tak warto się trzymać tej zasady. Bo jeśli starczy ci na ratę – może braknąć na ubezpieczenie, opony zimowe czy jakąś naprawę-niespodziewankę.

    Usłyszałem to ponad 10 lat temu i do dziś mi się perfekcyjnie sprawdza.

    1. Odpowiedz

      Bardzo dobra rada. Niestety wiele osób kupuje auto za wszelką cenę i później okazuje się, że brakuje na eksploatację. Auto niszczeje i tak to się wszystko kończy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.