Zaufaj mi, jestem architektem ;-)

Wrangler część…. kolejna.

Tak się złożyło, że… znowu zasiadłem za kierownicą Jeepa Wranglera. I wiecie co? Wskoczyłem za kierownicę i powiedziałem po nosem:

– Stęskniłem się za tobą. Stęskniłem się za tobą przyjacielu….

Sam nie wierzyłem w to co mówię, ale… powiedziałem to. Dlaczego? Nie mam pojęcia. Wiem jednak, że jest coś magicznego w Jeepie, a zwłaszcza we Wranglerze. A może tylko w nim? Po prostu wiesz, że jak w niego wsiądziesz, to jeśli zbytnio nie poniesie cię fantazja, wszystko przejedziesz i nic się nie urwie. Co ciekawe, mimo prostej konstrukcji i ascetycznego wnętrza jest w nim na tyle cicho, że można podróżować po autostradzie z prędkością 140km/h. Przy takiej prędkości nie będzie też żadnego problemu z utrzymaniem toru jazdy. Oczywiście zużycie paliwa osiągnie pewnie jakieś 15l oleju napędowego na każde 100km, ale jeśli chcesz autem o aerodynamice kredensu babci jeździć z takimi prędkościami, to po pierwsze puknij się w czoło, a po drugie pogódź się, że praw fizyki pan nie zmienisz, nie bądź pan głąb.

Jeśli jednak chcesz polatać w terenie… Nie widzę przeszkód. Oczywiście zaraz znajdzie się kilku znawców offroadu, którzy powiedzą, że nie ma liftu, wielkich kół, osłon i wyciągarki… no i snorkla. No dobrze, ale jeśli chcesz startować w rajdach przeprawowych… Dżizas! Po co ja się tłumaczę? 🙂 Wrangler jest po prostu zarąbistym autem terenowym. Tak po prostu w standardzie. Wyjeżdżasz z salonu i pchasz się w teren, który jest niedostępny dla całej reszty aut produkowanych seryjnie. Wrangler jest prawie jak motocykl. Daje takie poczucie wolności… A jak się skusisz na zdjęcie dwóch paneli nad głową… Jest przecudnie. A nawet filigranowa kobieta jest w stanie je zdjąć w mniej niż trzy minuty. 

I nie mówicie mi o wadach Wranglera. On nie ma wad. Po prostu. Jeśli coś ci w nim nie pasuje, to znaczy, że go po prostu nie rozumiesz. On taki ma być i albo go kochasz, albo nie. Chyba nie będziesz narzekał na motocykl do motocrossu, że nie można nim jeździć po autostradzie 150 km/h z kompletem kufrów. 

Oczywiście kilka rzeczy bym zmienił we Wrangu. Wywaliłbym całą wykładzinę podłogi, wstawiłbym pokryte skajem fotele kubełkowe i zamontowałbym pasy pięciopunktowe. To wszystko. No może jeszcze jakieś bardziej uniwersalne opony. Takim Wrangiem można eksplorować rożne ciekawe zakamarki. Uwierzcie mi, że w naszym kraju jest jeszcze wiele miejsc, w które można się wbić takim autem i odkryć niesamowite miejsca. Oczywiście wszyscy wiemy o tym, że teren wciąga, więc ciężko się zarzekać, że za tymi drobnymi przeróbkami nie pójdzie cała reszta… 

Czy można Wranglera porównać do jakiegokolwiek innego auta? Szczerze mówiąc, to chyba tylko do Toyoty Land Cruiser HDJ, lub HZJ… Ale one są sporo droższe od Jeepa i trudno dostępne. Oczywiście w wielu dyscyplinach może z Wranglerem walczyć mój ukochany Suzuki Jimny, ale umówmy się. Te dwa auta chodzą w dwóch zupełnie innych klasach wagowych.

Jeździłem wieloma autami z kategorii „samochód kolegi”, ale Wranga chciałbym mieć w swoim garażu. Strasznie bym chciał.

 

Stęskniłem się za tobą przyjacielu… Tęsknię nadal.

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.